Ararat – Góra Niezgody
- ORIENTO Travel & DMC
- 15 wrz 2025
- 4 minut(y) czytania

Niewiele gór na świecie ma dla narodu tak wielkie znaczenie, jak Ararat dla Ormian. Wznosząc się majestatycznie ze swoimi bliźniaczymi szczytami – Wielkim Araratem (5137 m) i Małym Araratem (3896 m) – ten ikoniczny olbrzym jest czymś więcej niż tylko punktem geograficznym. To żywy symbol, który niesie w sobie wieki historii, legend i tęsknoty. Jego wizerunek został utrwalony w starożytnych rękopisach, opiewany w balladach ludowych, malowany na ścianach kościołów i szeptany na wygnaniu. Dla Ormian Ararat to nie tylko góra z kamienia i śniegu – to góra pamięci.
Według Księgi Rodzaju Arka Noego osiadła po potopie na „górach Araratu”. To biblijne skojarzenie uczyniło szczyt miejscem świętej geografii, związanym z odrodzeniem ludzkości. Jednak dla Ormian jego znaczenie wykracza poza religię. Starożytne królestwa ormiańskie widziały w Araracie siedzibę swoich bogów, świętą obecność czuwającą nad ich ziemiami. Średniowieczni artyści wypełniali manuskrypty przedstawieniami jego bliźniaczych szczytów, otoczonych boskim światłem. Przez wojny, wysiedlenia i diasporę Ararat trwał jako niemy świadek radości i tragedii narodu, niosąc ciężar ormiańskiej tożsamości na swoich ośnieżonych ramionach.
Każdego świtu w Erywaniu, stolicy Armenii, słońce pozłaca szczyty Araratu. W pogodne dni góra góruje nad miastem – spokojna, a jednak nieosiągalna. Ten paradoks – że najświętsza ormiańska góra leży tuż za granicą w Turcji – ukształtował ducha Ormian jednocześnie bólem i wytrwałością. Ormianie żyją ze świadomością, że ich najdroższy symbol znajduje się poza ich zasięgiem, a jednak jego bliskość wypełnia ich codzienność. Ararat spogląda na Erywań, jakby przypominał narodowi, że choć granice mogą się zmieniać, góra należy do nich w sposób, którego żadna mapa nie odda. Jej wizerunek widnieje dumnie w herbie Armenii, z Arką Noego osadzoną na szczycie. Pojawia się raz po raz w poezji, pieśniach i sztuce – wieczna obecność w sercu ormiańskiej kultury.
Samo imię Ararat (Արարատ) ma ogromną wagę. To popularne ormiańskie imię nadawane dzieciom jako błogosławieństwo siły i wytrwałości. Prowincja na południowy wschód od Erywania nosi jego nazwę, nieustannie spoglądając ku górze, która ją zainspirowała. Najbardziej ukochany klub piłkarski kraju nosi nazwę FC Ararat Erywań, jednocząc kibiców pod symbolem prastarego szczytu. Światowej sławy ormiański koniak, po prostu „Ararat”, przeniósł aurę autentyczności tej góry na cały świat. Sam Winston Churchill podobno był jego wielkim miłośnikiem, pijając ormiański koniak w chwilach globalnych decyzji. W teatrach, firmach i organizacjach kulturalnych imię to pojawia się nieustannie, jakby wzywając ponadczasową wytrwałość góry.
A jednak historia Araratu to nie tylko sprawa ormiańska. Góra ma wiele nazw, każda odzwierciedla kulturę tych, którzy żyli w jej cieniu. Po turecku to Ağrı Dağı, „Góra Bólu”, nazwa sugerująca jej surowość i trudności wspinaczki. Dla Azerów związana jest z pobliską turecką prowincją Iğdır i znana jako Iğdır Dağı – okazały szczyt, lecz pozbawiony sakralnego znaczenia, jakie ma dla Ormian. Kurdowie czczą ją jako Çiyayê Agirî, „Ognistą Górę”, miejsce owiane legendą i walką, gdzie kurdyjskie podania sytuują historie oporu i wolności, znane także jako Grîdax. Te różnorodne nazwy opowiadają historię skrzyżowania cywilizacji, szczytu stojącego na styku imperiów, ludów i religii.

A jednak dla Ormian Ararat jest czymś więcej. Nie jest tylko punktem geograficznym ani odniesieniem folklorystycznym – to bijące serce ich kultury, starożytna nazwa jednego z pierwszych protoormiańskich królestw – Urartu. Dla ormiańskiej diaspory, rozproszonej po świecie po wydarzeniach z 1915 roku, Ararat stał się pamięcią niesioną na wygnanie. Rodziny wieszały obrazy i fotografie góry w domach w Paryżu, Bejrucie, Los Angeles czy Moskwie. Dla pokoleń, które nigdy nie postawiły stopy w Armenii, góra wciąż była domem. Była modlitwą i poezją, tęsknotą i obietnicą, przypomnieniem, że ojczyzna nie zniknęła, lecz czeka.
Wizerunek Araratu znalazł się także w symbolach współczesnego państwa ormiańskiego. Przez dziesięciolecia kraj stemplował wizy wjazdowe wizerunkiem góry. Każdy, kto wjeżdżał do Armenii, opuszczał ją z odciskiem jej wiecznego strażnika w paszporcie. Jednak w ostatnich latach coś się zmieniło. Gdy Armenia i Turcja – po ponad stuleciu wrogości i zamkniętych granic – zaczęły stawiać ostrożne kroki w stronę dialogu, rząd Armenii po cichu usunął Ararat ze stempla wizowego. Zastąpił go neutralny wzór, być może, aby nie prowokować tureckiej wrażliwości. Dla obcych mogło się to wydawać drobnym szczegółem administracyjnym, ale dla Ormian było głęboko symboliczne. Ukazało, jak silnie góra żyje w ich wyobraźni – tak silnie, że nawet jej obecność lub brak na stemplu może budzić dumę i ból.
Ironii współczesnego statusu Araratu nie da się uniknąć. Po I wojnie światowej, w wyniku traktatów z Sèvres, a później z Karsu, ziemie otaczające górę zostały przekazane Turcji. Dziś Ararat stoi zaledwie trzydzieści kilometrów od Erywania – tak blisko, że widać go w większość dni, a jednak nieosiągalny dla Ormian bez przekroczenia wrogiej granicy. Ta rzeczywistość od dawna jest raną w ormiańskiej świadomości narodowej, podsycając zarówno nacjonalizm, jak i nostalgię. Góra jest nie tylko przypomnieniem tego, co utracone, ale także tego, co trwa mimo strat.
Być może na tym polega prawdziwa tajemnica siły Araratu: nie można go zamknąć w granicach polityki. Traktaty mogą rysować nowe granice, rządy mogą umieszczać lub usuwać jego wizerunek ze stempli, ale sama góra trwa. Czy oglądany z ulic Erywania, wspominany w domach diaspory, nadrukowany na butelce koniaku czy wyśpiewywany w balladzie ludowej – Ararat należy do Ormian w sposób, którego żadna siła zewnętrzna nie jest w stanie wymazać. Stał od tysięcy lat, obserwując królestwa i imperia, które wstawały i upadały u jego stóp, i będzie się wznosił ponad nimi długo po tym, jak dzisiejsze spory odejdą w historię.
Gdy Armenia i Turcja ostrożnie zbliżają się politycznie, pojawiają się nowe pytania. Czy pojednanie może współistnieć z pamięcią? Czy naród może zachować swój najświętszy symbol, jednocześnie szukając pokoju z sąsiadem, który go kontroluje? Usunięcie Araratu ze stempla paszportowego może być małym gestem pragmatyzmu, ale także zmusza Ormian do refleksji nad tym, czym dla nich jest góra w epoce zmieniających się realiów.
A jednak jedna prawda pozostaje niewzruszona: Ararat to coś więcej niż góra. Turcy mogą nazywać go Ağrı, Azerowie Iğdır, Kurdowie Çiyayê Agirî – ale dla Ormian zawsze będzie Araratem. Wieczny, niezachwiany i święty. Góra, która należy do wszystkich, którzy na nią patrzą, lecz przede wszystkim do ormiańskiego serca. To nie tylko przeszłość, ale także obietnica przyszłości – ciche przypomnienie, że narody, podobnie jak góry, trwają.
%20(2).png)






Komentarze